22.04.2013

Od pierwszego wpisu na blogu minęło dokładnie 12 miesięcy.

To był dobry rok.

Aga, pomimo pewnych personalnych problemów w IGBCM, nauczyła się wiele i zdobyła nowe cenne doświadczenie naukowe.

Mi udało się znaleźć ciekawą pracę, w tematyce, która mnie interesuje i co bardziej istotne, poprawiłem w znaczący sposób swoją znajomość języka francuskiego.

Strasburg i okolice będziemy wspominać bardzo ciepło, jako miasto, w którym pomimo niedużych rozmiarów było wszystko potrzebne do komfortowego i aktywnego życia. Miejsce łączące francuski luz z niemieckim porządkiem, z mnóstwem małych, różnorodnych restauracji, z zielonymi parkami, pięknymi budynkami oraz uroczymi uliczkami, pośród których nietrudno się zgubić. W pamięci zostaną wszystkie Wioski Świąteczne (z pysznym grzanym winem), marsz Zombie, fajerwerki w Illkirch, podświetlona katedra, klasztor Mont St. Odille i góry pełne prawdziwków.

W trakcie tego roku poznaliśmy wielu przemiłych ludzi i jesteśmy pewni, że znajomość z częścią z nich przetrwa próbę czasu i odległości.

Strasburg możemy uznać za zdobyty i z czystym sumieniem stwierdzić, że czuliśmy się tam jak w drugim domu.

To jest ostatni wpis na blogu. Dziękuje wszystkim, którzy w swoim zabieganym życiu, znaleźli chwilę by tu zajrzeć i poczytać trochę o naszym życiu we Francji.

Teraz przed nami kolejne wyzwania i  nowy rozdział w naszym życiu.

W końcu, w kupie raźniej ;)

29.03.2013

Jesteśmy już w Warszawie. Zmęczeni, ale szczęśliwi. Obyło się bez większych problemów. W Niemczech urwało się piórko od wycieraczki, co w połączeniu z opadającym obficie śniegiem było bardzo zabawne. Na szczęście udało się je szybko wymienić. W Polsce z drugiej strony straciliśmy dwie godziny przez zatory przed budkami z opłatami na „autostradzie” A2. Denerwująca to rzecz, która odbiera całą przyjemność z podróżowania tą trasą.

Ostatnie dni w Strasbourgu minęły pod znakiem pakowania i żegnania się ze znajomymi. Jajeczko z Anią i Pawłem, Tartiflettz z Gautier, kolacja w stylu Alzackim (pierwszy raz próbowaliśmy ślimaków) z klubem Taekwon-do, pożegnanie ze znajomymi Agi z IGBMC. Teraz pozostaje jeszcze ostatnia wizyta w urzędzie pracy, spakowanie mebli i pożegnanie się w Polskim stylu z ekipą Philibert, sklepu, w którym pracowałem.

Po zamknięciu wszystkich spraw we Francji będzie czas na małe podsumowanie minionego roku.

W międzyczasie chcielibyśmy życzyć Wam zdrowych i pogodnych (hehe) Świąt.

 

IMG_0657

18.03.2013

 

Intensywny, ale bardzo przyjemny weekend za nami.

W piątek wieczorem mieliśmy spotkać się z parą znajomych z labu Agnieszki, w restauracji brazylijskiej „O Brazil”. Okazało się, że była to niespodzianka i zamiast  wyżej wymienionej dwójki pojawili się wszyscy z grupy Agi, około 12 osób. Było przesympatycznie, jedzenie było wyborne (Agnieszka jadła krewetki w sosie z mleka kokosowego, ja grillowaną wołowinę) i spędziliśmy naprawdę cudowny wieczór.

W sobotę popołudniu, po raz pierwszy w życiu, miałem przyjemność egzaminować dwóch adeptów naszego klubu Taekwon-do na wyższe stopnie. Obaj chłopcy przygotowali się staranie i po za drobnymi technicznymi błędami z powodzeniem zdali na 9 i 8 cup. Miło było patrzeć jak sprawnie wykonują poszczególne techniki, ponieważ myślę, że w jakimś stopniu się do tego przyczyniłem.

Wieczorem, wybrałem się na mecz Racing Club de Strasbourg. Klub, kilka lat temu, miał poważne problemy finansowe i został karnie zdegradowany do czwartej ligi. Tłumów na trybunach nie było. Oficjalne dane mówią o 6 tysiącach, choć wydaje mi się to mocno zawyżone, ponieważ 30 tysięczny stadion świecił pustkami. Pomimo  nielicznej grupy widzów, bardzo pozytywne wrażenie zrobiła na mnie grupa Ultrasów Racingu, która choć mała, przez okrągłe 90 minut nie przestawała dopingować swojego klubu. Co do poziomu gry, to z przykrością muszę stwierdzić, że nie widziałem wielkiej różnicy między tymi rozgrywkami a naszą Ekstraklasą.

Wczoraj mieliśmy dwie wizyty znajomych. Testowaliśmy na nich kupione w rosyjskim sklepie kiełbasy, kapustę kiszoną i barszcz z uszkami. Potrawy zdały egzaminy, choć to nie to samo, co jedzenie domowej roboty.

W przyszły weekend zaczynamy się konkretnie pakować oraz mamy pożegnalne jajeczko z sąsiadami, Anią i Pawłem. Oby pogoda tylko się poprawiła, bo obecnie jest zimno i pada deszcz.

P.s. Zwrócili  nam pieniądze ukradzione w lutym z mojej karty płatniczej. Wszystko co do eurocenta, łacznie z opłatami za wypłatę gotówki w obcej walucie. Fajnie :)

10.03.2012

Oficjalnie możemy potwierdzić, że 29 marca 2013 wracamy do Polski. W kwietniu czeka mnie jeszcze jedna wycieczka do Strasburga by zdać mieszkanie, rozliczyć  rachunki i załatwić wszelkie sprawy urzędowe. Chcę też uzyskać tymczasowy zasiłek dla bezrobotnych, na czas poszukiwania pracy w Polsce. Z wysyłaniem CV trochę mi się terminy przesunęły, ponieważ trzeba było je delikatnie doszlifować, ale teraz jest cymes i we wtorek poleci w świat. Na poniedziałek zaplanowałem tour po urzędach, by wyklarować, co gdzie i kiedy musimy załatwić. Chcemy też dowiedzieć się jak rozliczyć się z tutejszym fiskusem, by wrócić do kraju bez długów oraz jak zamknąć lub zamrozić tutejsze konto. Niestety wciąż czekamy na zwrot ukradzionych pieniędzy z mojej karty, chyba kogoś wysyłają do tych Indii. ;)

Sąsiedzi z bloku obok podrzucili nam adres sklepu w Kehl ze słowiańskim jedzeniem. Wczoraj tam się wybraliśmy i poczuliśmy się trochę jak w domu. Kupiliśmy Polską kiełbasę, twaróg, serek topiony, do tego wędzoną makrelę i ser. Z ekspedientkami swobodnie można było dogadać się po rosyjsku, ciekawe czy w kasie można było płacić w rublach. :)

Po za tym u nas wszystko ok. Choroby na szczęście nas omijają, wieczorami wciąż oglądamy Battlestar Galactica (zaczęliśmy 4 sezon), a w weekendy gramy w planszówki. Ostatnio głównie we Władcę Pierścieni, który w porównaniu do Ghost Stories i Andor jest przyjemnie  prosty. Dziś sprawdzaliśmy Space Alert, ładnie wydana pozycja, ale dla nas zbyt chaotyczna.

Jutro kupujemy X-wing, grę strategiczną, w której walczą przeciwko sobie floty Imperium i Rebelii. Zobaczymy czy moc będzie z nami.

26.02.2013

W Strasbourgu ferie, choć pogoda bardziej wiosenna niż zimowa. Dwa tygodnie przerwy we francuskim (moim, Aga chodzi cały czas), treningi Taekwon-do odwołane, jednym słowem laba. Ostatnie chwile odpoczynku przed marcem, który zapowiada się bardzo intensywnie. W przyszłym tygodniu ruszamy pełną parą z przygotowaniami wyjazdu do Polski oraz zaczynam konkretnie szukać pracy. CV dopieszczone przy pomocy Agi i Marty (buziaki dla dziewczyn) czeka już na dysku, lista firm, które mnie interesują też jest gotowa więc na dniach zaczynam rozsyłać oferty. Pomimo tego, że jestem optymistą czuję lekki niepokój związany z sytuacją ekonomiczną w Polsce. Mam nadzieję, że jakiś odzew będzie i znajdę pracę, która będzie mnie interesować.

Z przyjemniejszych spraw to w piątek byliśmy w „La Cloche à Fromage”, restauracji, która specjalizuje się w serach i wszelkich potrawach z nimi związanymi. Zasada jest prosta, płacisz raz, jesz ile dasz radę. Próbowaliśmy czterech rodzajów fondue (klasyczne, z sera koziego, bleu, czwartego nie pamiętam), raclette z dwóch różnych serów z przeróżnymi dodatkami (ziemniaki, wędliny, warzywa), wszystko popijane wytrawnym Bordeaux. Ledwo wyszliśmy z restauracji o własnych siłach, było pysznie!

18.02.2013

W niedzielę byliśmy w Selestat na obiedzie u koleżanki Agnieszki. Jedliśmy tradycyjną Alzacką potrawę „Potee Alsacienne” a na dobre trawienie popijaliśmy domowej roboty calvados. Tego samego dnia miała też miejsce parada z okazji zakończenia karnawału. Było prawie jak w Rio ;)

Link do zdjęć poniżej:

https://picasaweb.google.com/agnieszka.malinowska/Selestat170213?authkey=Gv1sRgCPWu7JeioK-5Kw

VaderValentine

14.02.2013

http://deathstarpr.com/wp-content/uploads/2012/02/VaderValentine.jpeg

Jestem już zdrowy. To dobra nowina.

Gorsza jest taka, że będąc w Paryżu, ktoś, w jakiś sposób wykonał kopię mojej karty płatniczej i wyciągnął z naszego konta 363 USD. Ślad prowadzi do Indii… Globalizacja, co nie?

Karta została zablokowana, złożyłem stosowną reklamację w banku, zgłosiłem sprawę na policję  i teraz czekamy na odpowiedź. Dla Francuzów jest to ponoć chleb powszedni, a cała operacja weryfikacji kradzieży i zwrotu pieniędzy ma zająć ok. 10 dni. Zobaczymy.

W sobotę mieliśmy imprezę w pracy z okazji dwuletniej rocznicy odkąd obecni właściciele sklepu przejęli interes w swoje ręce. Najadłem się tarte flambee, wypiłem kilka piwek i co można uznać za sukces, nawet pod delikatnym wpływem alkoholu byłem wstanie dogadać się po francusku.

W sobotę niestety pracuję, ale za to w niedzielę idziemy na obiad karnawałowy do koleżanki Agnieszki, Cendrine.

P.s. Wesołego Św. Walentego! Nie przepadam za tym dniem ze względu na jego komercjalizację, ale z drugiej strony każda okazja by komuś powiedzieć, że się go kocha jest dobra.

Taekwon-do Paryż 02/02/2013

04.02.2013

W weekend byłem w Paryżu na stażu Taekwon-do z sabumnim Lylian Doulay (V Dan). Wyjazd w sobotę o 7 rano (czyli pobudka o 5.00), 5 godzin jazdy w 5 osób w Fordzie Fiesta, trening od 14 do 18,30, kolacja od 20 do 23, w niedziele o 10 pociąg do Strasburga. Staż był ciekawy, ale tempo oraz pogoda w stolicy Francji (zimny, porywisty wiatr) sprawiły, że wróciłem przeziębiony.

Jak będę miał jakieś zdjęcia to podam link lub wkleję kilka.

27.01.2013

Pierwszy tydzień pracy za mną. Dwa dni z trzech przepracowałem w magazynie naszego sklepu internetowego. Zimno jak diabli, ale półki wypełnione tysiącami pudełek z grami rekompensują chłód. Czuję się tam jak dziecko w piaskownicy otoczone niezliczonymi zabawkami.

Aga, z drugiej strony, jest po swoich pierwszych zajęciach z francuskiego. Pomimo tego, że poziom ustawili trochę za wysoko, jest zadowolona i uczy się dzielnie.

Od przyszłego tygodnia ja też zaczynam kurs, dwa razy w tygodniu po 1,5 godziny, trzeba iść za ciosem by nie stanąć w miejscu, ale dalej ulepszać mój francuski. Następne terminy egzaminu DELF są w maju, więc mam czas by się dobrze przygotować.

Będę pewnie go zdawał w Polsce, ponieważ postanowiliśmy wrócić w kwietniu na łono ojczyzny. Wiadomo, że tu pewnie żyłoby nam się wygodniej, ale nie o to w życiu chyba chodzi. Przez ten rok nauczyliśmy się wiele i oboje zyskaliśmy na tym wyjeździe, teraz trzeba będzie to wykorzystać w Polsce.

futurama_good_news_everyone

19.01.2013

Dostałem pracę w Philibercie, jupi! Na wstępie kontrakt na dwa miesiące, 21 godzin tygodniowo, ale biorąc pod uwagę, że na początku stażu nie było w ogóle mowy o późniejszym angażu, to trzeba to uznać za sukces.

Przyszły też rezultaty mojego testu z francuskiego, wynik – B1. W czerwcu byłem oceniany zna poziomie A2 więc jest progres. Cel na najbliższe miesiące to test DELF by mieć jakieś wiarygodne potwierdzenie mojej znajomości języka.

Dziś idziemy na wyprzedaże, upolować jakiegoś ciucha, a wieczorem relaks. Jutro mam turniej w karciankę World of Warcraft, a później idziemy z Agą, szefem i jego żoną na piwo.

We wtorek Aga zaczyna kurs francuskiego, dwa razy w tygodniu po 2 godziny. Z jej osłuchaniem i zdolnościami językowymi przewiduję bardzo szybkie postępy.

Miłego weekendu, everyone!